Relacje
Jura Skałka Adventure 2010
Nauczeni doświadczeniem z zeszłego roku wyjechaliśmy w czwartek, żeby dotrzeć do bazy wcześniej niż 2 h przed startem. Na spokojnie przeczekaliśmy burzę z czwartku na piątek w agroturystyce u Zbycha, której ogólnie nie polecam. Dobrze, że jeszcze chociaż na starsze panie działa mój wątpliwy urok osobisty i po zawadiackim mrugnięciu oka cena poszła w dół. ;)
Moje powodziowo - deszczowe obawy razem z chmurami rozwiał poranny wiatr i mogliśmy sobie z Łasuchem podczas szykowania gratów trochę pomahoniować. (czyt. nasze 'przypakowane' klaty łapały słoneczne promyczki).
W piątek o godz. 16 byłem chyba na najciekawszej odprawie w moim życiu.
Macie przed sobą mapę, ale wszystkie punkty na prawo od rzeki są nieaktualne. Jeden punkt zrobimy wam tutaj, przepak tutaj, kajaki przeniesiemy na ten strumień, bo teraz to jest regularna rzeka, skończycie poza mapą, tam będzie taki most. Stamtąd drogą, której na tej mapie nie ma pójdziecie tutaj..
Mistrzostwo świata, jak już powstrzymałem śmiech, zacząłem intensywnie kreślić, żeby o czymś nie zapomnieć. Koniec odprawy.
To o której chcecie wystartować? Za 15 minut może być? Jak się pospieszycie to za 2h będziecie na kajakach, to nawet jeszcze będzie jasno.
Ok, może być! (Ale hmm.. 72 km i 2 h? Chyba nie bardzo..)
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Start! Ciach, prowadzimy peleton, ciach, PK1, ciach, nie prowadzimy peletonu, STOP!
Policji trzeba słuchać, policjant jest najważniejszy! Ale my tu mamy zawody, jakie STOP! Ale tu jadą rowery, cały peleton kolarzy! A my to co? Na nartach? Dobra jedźcie..
Ciach, ciach.. Kolarze.. O qr.. Ale pędzą. Z drogi. Ciach, ciach, PK2, PK3, 3 miejsce, ciach, PK4, PK5, zjazd z tej skały. O, ale fajnie. Z rowerem. O qr..
Ok, jakoś poszło, ciach, PK6, STOP, Łasuch łapie laczka.. 5 miejsce..
PK7, PK8.. Zadanie logiczne.. Ciach, ciach, ciach.. 30 sekund. Go, go, go! PK9 - kościół! Godz. 22, kolo z browarem w łapie, na przystanku PKS się drze: punkt macie pod sklepem. Taa, jasne, nara ziomek.. Minuta konsternacji pod kościołem.. No i był skubany pod sklepem:/ Ciach, PK10.
I już po 6h i 115 km jesteśmy na kajakach. Chyba nie zdążyliśmy na to "jeszcze będzie jasno", a 72 km to jakiś niewybredny żart.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kajaki nocą.. Łasuch, przed nami drzewo! przenoska z lewej czy prawej? Ciach, drzewo:/
Pierwszy mostek, drugie drzewo, drugi mostek, trzecie drzewo, jeeebss, sorry nie widziałem. Młyn, przenoska, ciach, ciach, drugi młyn, koniec kajaków. Są Czesi. Nareszcie..
Po 4h odrobiliśmy 5 minut straty. Teraz uciec Czechom i dogonić 3 miejsce..
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Trek nocą. Może są słabsi na treku niż na rowerze i uciekniemy.. Pół godziny, godzina, półtorej godziny.. Nie są słabsi..
Azymut, ciach, ale słabiej nawigują, ciach, uciekliśmy. Asfalt długi jak ta noc. Ciaaaach, PK17. PK18 - jaskinia. Klaustrofobiczna. Oddychaj, spokojnie, przeszła głowa, reszta też musi. A może to tylko koty ta mają? Wszedłeś to i wyjść musisz! Uff.. Asfalt, ciaaach, PK19, przepak..
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wstaje słońce, raz, raz, rower, wolno pod górę, szybko w dół, wolno pod górę, szybko w dół, na przełaj pod górę, jeszcze wolniej.. Kryzysy.. Wolno, szybciej.. Rower bez historii.. Baza, przepak.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Trek, 30 km? No zobaczymy, pewnie będzie więcej.. Płasko, pstryk Łasuch, biegniemy. Górka, idziemy.
Jaskinia, znowu. Co widzieliście w środku co nie pasowało? Taśmę i repa. Ile pęków było na taśmie? Yyy, mogę wejść jeszcze raz? Nie. To może 3? Tak. Uff..
Pstryk, biegniemy. Wiatrołomy. Na kolana! Pstryk, biegniemy.. Długo, długo, długo. Kamieniołomy bez punktu, wspinaczka, wyżej, wyżej, nie spadaj! Nie warto! Raz, raz, raz..
Godz. 10. Żar z nieba, gdzie moja głowa? Dlaczego to tak pali? Już połowa treku, jeszcze trochę.. Strzelanie z łuku, trafcie 4 na 6! Pudło, pudło, pudło! Karne bieganie, super, bo dawno nie biegałem! Płasko, pstryk Łasuch pstryk!
Ooo zadanie, tyrolka, ale fajnie.. Tak chłopaki, ale pod górę. Aha:/ A gdzie karniak? Tam w dół i tam tam tam.. Tu młot, tam kowadło, dobra dawaj na tą linę.
Raz, raz, raz, tyrolka zrobiona, skóra na palcach stracona. Dajesz Łasuch dajesz! Nie puszczaj! Uff, bez karniaka.. Pstryk, płasko Łasuch płasko.. O qr.. ale góra! A gdzie PK? No za nią! To przerwa na lody... Góra, góra i po górze. Wracamy.. Godzina, półtorej, już, już niedaleko.. Pstryk, płasko Łasuch pstryk..
Meta, 23h 15 min. 3 miejsce. Ujdzie;)
Brak komentarzy.